Co działa na nerwy

Źródło: www.polityka.pl

Dr nauk med. Władysław Sterna o tym, jak stosować leki, by w kryzysach psychicznych pomagały, a nie szkodziły.

Leszek Zych/Polityka

Generalnie nie ma sensu zapisywać leków antydepresyjnych pacjentce, która się rozwodzi i z tego powodu cierpi, bo jest to stan absolutnie normalny.

Joanna Cieśla: – Wielu pacjentów zgłasza się do pana z prośbą o przepisanie leków psychotropowych?

Dr Władysław Sterna: – Coraz więcej. Niektórzy wręcz składają zamówienia. Przychodzi pacjent z wydrukiem z internetu i mówi: „Poproszę ten preparat” „A dlaczego?” „Bo potrzebuję”. To skutek agresywnej promocji firm farmaceutycznych, ale też tego, że coraz więcej dostępnych dziś środków jest bezpiecznych. Większość nie ma tak dużego potencjału uzależniającego jak dawniej stosowane benzodiazepiny czy barbiturany – lżejszą ręką się je przepisuje. Robią to i lekarze rodzinni, i np. ginekolodzy, zalecając je rutynowo pacjentkom w okresie menopauzy.

Widziałam szacunki, że nawet 40 proc. recept na leki przeciwdepresyjne przepisują lekarze innych specjalności niż psychiatrzy.

Myślę, że mniej. I myślę, że w pewnych okolicznościach ma to sens – jeśli jest na ściśle określony okres, do czasu zasugerowanej konsultacji z psychiatrą czy psychologiem. Ale większe zainteresowanie lekami bierze się też z tego, że dzisiejsze społeczeństwo preferuje metody szybkie, łatwe i przyjemne. A farmakoterapia jest szybsza i łatwiejsza, choć może niekoniecznie przyjemniejsza.

Kogoś szczególnie to pociąga?

W uproszczeniu mówiąc, osoby z większych miast częściej szukają tych łatwiejszych rozwiązań niż te z mniejszych.